lAbiRynT 2025 był, widział i doświadczał: Krzysztof Ślachciak. Co w 2026?

Słubice i Frankfurt nad Odrą przechodziły w tym roku trudne chwile. Most łączący te nadgraniczne miasta stał się areną sporów politycznych. Jednak w dniach 17–19 października, dzięki sztuce – Nowej Sztuce – można było przekonać się, że więcej tu łączy, niż dzieli. I nic nie wskazuje na ten fakt lepiej niż aktywność artystyczna promowana przez międzynarodowy, transgraniczny, ambitny i interdyscyplinarny, odbywający się w tym miejscu już od 16 lat, Festiwal Nowej Sztuki lAbiRynT.
Hasłem tegorocznego lAbiRynTu był – jakże trafnie dobrany do współczesnego kontekstu – Czas. Anna Panek-Kusz i Michael Kurzwelly, kuratorzy festiwalu, w swoich tekstach wprowadzających określają go jako „ślady istnienia”, „pływy”, jednocześnie otwierając całą paletę możliwych interpretacji: od charakterystycznego dla medium fotografii technicznego zatrzymania, poprzez interpretacje metaforyczne, aż do opartych na zdobyczach współczesnej fizyki rozważań nad jego względnością – istnieniem równoczesności, spowolnieniem, ugięciem czy dylatacją.
Tegoroczny lAbiRynT był więc wędrówką po realizacjach sprowokowanych lub nadających kontekst upływowi chwil. Co należy dodać – wędrówką tak samo fizyczną, jak i, a może przede wszystkim, intelektualną, uzupełnianą wieczornymi wykładami i prezentacjami.
Nie sposób opisać każdej wystawy festiwalu i odnieść się do każdego dzieła, gdyż w ponad 50 wydarzeniach tej edycji lAbiRynTu wzięło udział aż 170 artystów. Poniższy wybór będzie więc oparty na odczuciach własnych i przeprowadzonych rozmowach – innymi słowy, subiektywny. Ale może taki właśnie powinien być: subiektywność to w końcu niezbywalna, a wręcz wymagająca pielęgnacji, cecha odbioru sztuki.
Obszary rejestracji – główna wystawa festiwalu pod kuratelą Marka Grygiela – prezentowała przegląd prac Zygmunta Rytki. Zaaranżowana w galerii OKNO Słubickiego Miejskiego Ośrodka Kultury doskonale wprowadzała w temat festiwalu pracami oraz towarzyszącymi im filmami z serii Kolekcja prywatna, Ciągłość nieskończoności, a także wizualną prezentacją w katalogu: Some meetings, Przedziały czasów, Kontakt czy mój ulubiony Obiekty chwilowe. Projekt transformacji. Całość dawała doskonały punkt startowy w wielowątkowej wędrówce po interpretacjach czasu, jakich oglądający doświadczali później.
W przestrzeniach SMOK-a (Słubicki Miejski Ośrodek Kultury), pośród wielu interesujących wystaw, szczególnie zapadła mi w pamięć instalacja wideo Poza czasem autorstwa Harro D. B. Schmidta, w której – obok tego, co i jak przedstawiała – ważne było również to, z jakich urządzeń korzysta. „Projektory znaleziska”, jak czytamy w opisie wystawy, przepuszczają światło przez różne, czasem wprawione w ruch przedmioty i ciecze. Całości dopełniały umieszczone na ścianie roztopione zegary budzące oczywiste skojarzenia.
Przesunięcie w czasie autorstwa Doris Titze i Thomasa Hellingera to ekspozycja prac artystów transponujących doświadczenia muzyczne na obraz abstrakcyjny. W przypadku prac Doris Titze to ślady węgla na papierze, mogące przywodzić na myśl rysunek wariografu lub sejsmografu, które jednak w połączeniu z muzyką, jakiej można było posłuchać w słuchawkach, zdawały się być wykresem doświadczenia. Tak jak fotografia zmienia chronologiczne relacje wydarzeń na relacje kompozycyjne projekcji obiektów przestrzennych, tak prace Doris Titze płynące przez czas dźwięki zamieniają na obserwowalne „na raz” kompozycje.
Wielkoformatowy Sen o Warszawie Karola Jaworowskiego, który w pierwszej chwili przywodzi na myśl Fotosyntezy Krzysztofa Pruszkowskiego, to również opowieść o relacji z czasem. Syntetyczność tych obrazów jest jednak inna niż u Pruszkowskiego. W tym wypadku artysta najpierw poszatkował czas naświetlania, a potem połączył go w lekko poprzesuwanych multiekspozycjach obiektów architektonicznych. To nawiązanie nie tylko do upływu chwil, ale również do sposobu, w jaki pamiętamy – skrótowego, niewyraźnego, wyłaniającego szczegóły tylko we fragmentach, które przywoła nasza wyobraźnia.
Drugi dzień festiwalu rozpoczął się w Dolinie Uradu, gdzie zaprezentowano m.in. nastrojowe prace ceramiczne Magdaleny Grzybowskiej pt. Zbiory oraz River Time – gramofon wodny Adriana Palki i Wolframa Spyry. W obu ekspozycjach można było odnaleźć skojarzenia ideowe z zaprezentowanymi na wystawie Obszary rejestracji pracami Zygmunta Rytki, choć obie prezentacje to oczywiście dzieła autonomiczne.
Kolejnym punktem lAbiRynTu była Magistrale Kunsthalle we Frankfurcie, gdzie główną ekspozycją była wystawa zbiorowa Dureriosum, a na niej tacy artyści jak: Bartek Jermoliński, Andrzej Dudek-Dürer, Anna Andrzejewska, Dorota i Marek Herbik czy Marek Poźniak. Spore zainteresowanie i późniejsze rozmowy wywołała także, nie wchodząca w ramy ww. wystawy, praca Adama Czerneńko pt. Czas naświetlania. To kolaż miniaturek fotografii wykonanych przez autora na przestrzeni 47 lat – niedostrzegalnych wręcz w zakresie szczegółów. Jak sam pisze, tworzą one „nieczytelny szum, jednak za każdym jego pikselem stoi jakaś historia, obiekt, światło (…)”.
Warto było również poświęcić czas na ekspozycje w Galerie B we Frankfurcie, gdzie pokazano m.in. badawczą, intelektualnie pobudzającą wystawę Piotra Wołyńskiego pt. What is the world. Autor zaprezentował foto-obiekty badające styk semantyki tekstu i fotografii, co w dobie obrazów generowanych z tekstowych promptów wydaje się działaniem wyjątkowo aktualnym.
Integralną częścią każdego lAbiRynTu jest Akademia Fotografii i Multimediów. W jej pracach biorą udział lokalni fotografujący pod przewodnictwem kuratorów i zaproszonych prowadzących. W tym roku warsztaty prowadzili: Anna Panek-Kusz, Michael Kurzwelly, georgia Krawiec i Krzysztof Ślachciak – czyli ja. Efekty tych warsztatów można było zobaczyć podczas wystaw w Volkshochschule we Frankfurcie nad Odrą. Każdy z prowadzących przedstawił inne, charakterystyczne dla siebie podejście do głównego tematu festiwalu.
georgia Krawiec zaproponowała warsztaty z obserwacji za pośrednictwem aparatów otworkowych pt. Czasem Słubfurt stoi otworem. Widzenie oczami miasta, podczas których uczestnicy budowali obiekty, których głównym celem było stworzenie projekcji z otworka na powierzchni lub matówce. Powstały obiekty mobilne, które można było nosić na głowie, aparat z matówką, który stał się integralną częścią wózka sklepowego, oraz otworek stacjonarny umieszczony w pęknięciu drzewa. Pomysł na warsztaty, jak i powstałe obiekty, to komentarz na temat procesu widzenia i percepcyjnej interpretacji obrazu. Te z obiektów, które można było nosić na głowie, przywodziły na myśl słynny eksperyment Ivo Kohlera z odwracającymi okularami – próby orientowania się w przestrzeni na podstawie obrazu nie tylko odwróconego góra–dół i lewo–prawo, ale również wyświetlonego na przeciwległej ściance aparatu. Można było wyobrazić sobie, że już za parę chwil, godzin, dni odwrócony obraz stanie się normalny, a po zdjęciu aparatu z głowy znów odwrócony.
Anna Panek-Kusz poprowadziła warsztaty pt. Czasoprzestrzeń, których osią był namysł nad „formą wizualizacji upływu czasu”. Fotografia, poprzez swoją cechę płynności czasu rejestracji, zdaje się być doskonałym do tego narzędziem, i uczestnicy warsztatów świetnie to uwidocznili, korzystając z poruszeń, multiekspozycji czy fotomontażu. Moją uwagę szczególnie przykuła praca Katarzyny Skubisz, której dyptyk pokazujący smugę światła na tle głębokiego cienia może kojarzyć się z zegarem słonecznym. Natomiast montaż Dariusza Olechno zdaje się być próbą pokazania wielu stadiów życia postaci w jednym kadrze. Nie sposób oprzeć się wrażeniu odniesienia do tradycji kubizmu, o którym zresztą prowadząca warsztaty i kuratorka pisze w swoim tekście wprowadzającym do całego festiwalu. Warto także zauważyć uabstrakcyjnione, wydłużonym czasem naświetlania prace Anny Łysiak, które poza wartością estetyczną zdają się być wizualizacją dynamiki doprowadzonej do punktu, w którym osiąga ona spokój płynącego medium. Warsztaty Czasoprzestrzeń to również eksperymenty studyjne, gdzie uczestnicy pracowali z ciałem, ruchem i światłem. Prace te oparły swoją wizualność na grze kontrastów, niejednokrotnie kojarząc się z dziedziną grafiki warsztatowej, co szczególnie mocno wybijało się z kadrów Natalii Janczyckiej.
Michael Kurzwelly swoim podopiecznym zadał zinterpretowanie tematu Wynalezienie czasu. Idea warsztatów przywodzi na myśl powiedzenie „Wy macie zegarki, my mamy czas”, kierowane z reguły do przedstawicieli kultur Zachodu, podkreślające różnice w doświadczaniu czasu w rytm jego bezwzględnego upływu (Chronos) a doświadczenia upływu życia (Kairos). Wśród zaprezentowanych prac nie zabrakło odniesień kulturowych: praca z karteczkami samoprzylepnymi Karin Zilske, „kamienny” kolaż Gudrun Kissinger czy płaskorzeźby Anji Schulze.
Tytuł prowadzonych przeze mnie warsztatów Dylatacja stanów był zainspirowany pojęciem dylatacji czasu, określającym różnice w tempie jego upływu w zależności od odległości od źródła dominującej grawitacji. Założeniem było wykonanie fotografii, która – zgodnie z naturą medium – będzie zarejestrowanym wycinkiem świata, a następnie wprowadzenie własnych, ręcznych modyfikacji bezpośrednio na kliszy bądź połączenie powstałego obrazu z wykonanym osobno abstrakcyjnym fotogramem. To podkreślenie subiektywności fotografii poprzez interwencję autorską miało utworzyć z zarejestrowanej projekcji obraz hybrydowy czasu zatrzymanego i stempla działań twórczych dziejących się w indywidualnie postrzeganym czasie i będących sumą doświadczeń własnych. Klisze były drapane, rysowane, topione i podpalane, a z działań tych wyłoniły się prace spójne i dojrzałe. Doskonałe przykłady to zestaw Witolda Cholewy – retrofuturystyczna podróż na Marsa (skojarzenie własne autora tekstu), symbioza świata cyfrowego i srebrowego Anny Panek-Kusz, gesty Kamila Mazura-Czernieckiego, kojarząca się z konstruktywizmem praca Tomasza Fedyszyna, Oko Dariusza Olechno czy fotogramy z jedynie cieniem rzeczywistości Gudrun Kissinger. Uczestnicy dowiedli także, że zniszczenie może być podstawą działań o urzekającej, choć czasem niepokojącej estetyce i nastroju, co pokazuje praca Anny Łysiak, akty Karoliny Konczyńskiej, pejzaż Agnieszki Woźnej i formy naturalne Anny Baherycz. Podczas otwarcia wystawy powiedziałem – co podtrzymuję w tym tekście – że przy takiej grupie głównym zadaniem prowadzącego jest nie przeszkadzać.
Tegoroczny Festiwal Nowej Sztuki lAbiRynT zakończyliśmy w niedzielę, kiedy to można było podziwiać m.in. pracę Taran_25 Sławomira Sobczaka w Friedenskirche, a w Kleistforum – wystawy studentów aż pięciu uniwersytetów, wśród których moją uwagę zwróciły prace z zestawu Melancholijny zakład fotografii studentów Uniwersytetu SWPS z Wrocławia. Ponadto, wśród wielu doskonałych prac, w pamięci zostanie mi jeszcze ekspozycja Ewy Martyniszyn zestawiona z obiektem Podważenie Tomasza Drewicza i filmem Esther Gronenborn pt. Instytut.
Krzysztof Ślachciak
Więcej informacji o Festiwalu Nowej Sztuki lAbiRynT można znaleźć na stronie labirynt.slubice.eu. Organizatorzy wraz z końcem lutego ogłaszają hasło kolejnej edycji i konkurs na koncepty wystawiennicze, które można nadsyłać do końca marca.
CISZA | STILLE | SILENCE to hasło przewodnie Festiwalu lAbiRynT na 2026 rok
W tegorocznej edycji międzynarodowego festiwalu sztuki zapraszamy artystów do podjęcia refleksji nad pojęciem „Cisza”.
Długo szukaliśmy hasła, które byłoby równie mocne jak Czas z 2025. Terminu, który jest uniwersalny, a jednocześnie aktualny. W czasach mediów społecznościowych, mowy nienawiści, przewrotów politycznych i zmian klimatycznych CISZA może być odczytana jako zaproszenie do zatrzymania się, jako sprzeciw wobec emocjonalnego hałasu i pochopnych osądów. CISZA jako przerwa, jako zatrzymanie się, jako stan, jako nic, jako cisza przed burzą, jako śnieg pokrywający wszystko, jako spojrzenie w gwiazdy, jako uważność, jako wycofanie się, wsłuchanie się i postrzeganie, jako znoszenie niewiedzy…
Cisza jest przestrzenią, w której coś może się wydarzyć. Jest oddechem pomiędzy słowami, pauzą pomiędzy gestami, momentem zawieszenia. Bywa niewygodna, a niekiedy głośniejsza niż krzyk.
To stan uważności, w której świat zwalnia, a zmysły się wyostrzają. To także doświadczenie niejednoznaczne: może koić, ale może niepokoić; może być wyborem albo przymusem; może chronić lub wykluczać. W ciszy ujawnia się to, co zwykle pozostaje na marginesie: ślad, resztka, echo.
Zapraszamy do nadsyłania propozycji artystycznych, które podejmują dialog z hasłem CISZA w sposób otwarty, osobisty i krytyczny.
Propozycje wystaw należy przesyłać do kuratorów festiwalu do 31.03.2026
Anna Panek-Kusz: [email protected]
Michael Kurzwelly: [email protected]














































