Skip to content Skip to footer

Dokument to samotna droga. Kwestionariusz osobowy Jacentego Dędka

Startujemy z nowym formatem – Fotograficznym kwestionariuszem osobowym. To zestaw pytań, które będziemy zadawać każdemu kolejnemu fotografowi, by poznać jego warsztat, początki i filozofię pracy.

Naszym pierwszym gościem jest Jacenty Dędek. W 51. numerze „Kwartalnika Fotografia” znajdziecie esencję tej rozmowy. Ponieważ Jacenty opowiedział nam o swojej drodze bardzo obszernie, tutaj publikujemy zapis bez żadnych skrótów.

Tej wersji towarzyszy również szeroka galeria zdjęć.


Marek, 2018 r., fotografia z cyklu „Credo”, © Jacenty Dędek.

I. POCZĄTKI I FILOZOFIA

Dlaczego zacząłeś fotografować? Czy pamiętasz swoje pierwsze zdjęcie?

– Początek mojej fotografii wziął się z literatury, z książek, które czytałem jako młody chłopak. Zdjęcia zacząłem robić pod koniec lat 70. minionego wieku, ale poważniej zająłem się fotografią w 1986. Od samego początku interesowałem się ludźmi, portretem reporterskim. Fotografowałem na czarno-białych negatywach, które sam wywoływałem. Z odbitkami zaglądałem do jednego z miejskich domów kultury, gdzie zajęcia prowadził instruktor, którego fotografie były blisko tego, co sam chciałem robić. Po jakimś czasie zaproponował mi miesięczne zastępstwo w jednej z lokalnych gazet, z którą współpracował. Tak zacząłem pracę dla redakcji, najpierw tygodnika, potem dziennika, a nawet dwóch. I już zostałem w tej branży.

Jaki jest cel twojego fotografowania? Po co w ogóle fotografować w czasach tak ogromnego nadmiaru obrazów?

– Zacząłem fotografować wiele lat temu; to medium, dzięki któremu mogę mówić o rzeczach ważnych (z mojego punktu widzenia). Nie nadużywam fotografii, zwykle tworzę cykle długoterminowe (wieloletnie), będące jakby syntezą mojego spojrzenia na świat i wciąż uważam, że dojrzałe autorskie spojrzenie ma wartość i siłę w czasach nadmiaru wszystkiego.

Jak określiłbyś siebie jako fotografa? Gdzie na mapie współczesnej fotografii widzisz swoje miejsce?

– Tak po prostu wyszło, ale od zawsze jestem bardzo odrębny, poza środowiskami, związkami, stowarzyszeniami. Myślę, że droga dokumentalisty czy reportera jest samotną drogą. Nie jest to łatwe, bez zaplecza bardzo trudno się przebić z własną pracą w tym merkantylnym świecie. Zajmuję się dokumentem, specyficznym może, dość klasycznym i surowym, a istotne jest dla mnie, by historie, którymi się zajmuję, trafiały poza grupę ludzi interesujących się fotografią jako taką.

Czym jest dla ciebie „dobre zdjęcie”? W którym momencie wiesz, że właśnie je zrobiłeś i co wtedy czujesz?

– Trudno opisać, czym jest dobre zdjęcie. Nie mam takiej recepty i wystrzegam się momentu uniesienia, że oto zrobiłem coś „dobrego”. Poza tym, co jest „dobre”? I dla kogo to coś ma być „dobre”? Nie pragnę robić zdjęć podobających się odbiorcy, to zbyt banalne, szkoda na to czasu i zasobów. Jeśli czegoś szukam (również w obrazie), to autentyczności, szczerości, nieudawania, braku pozy.


Pan Marek, 2023 r., fotografia z cyklu „Credo”, © Jacenty Dędek

II. WARSZTAT I CODZIENNOŚĆ

Sprzęt: narzędzie czy fetysz? Czym fotografujesz i czy ma to dla ciebie realne znaczenie? Masz swój ulubiony zestaw?

– Sprzęt może nie mieć kompletnego znaczenia, ale może też mieć – to jeden z elementów, które pomagają w pracy, w budowaniu opowieści. Nie fetyszyzuję go, choć mam swój ulubiony zestaw, tak w dużym formacie, którego używam od prawie siedemnastu lat, jak i w małym obrazku. Zwykle to korpus i jeden, najwyżej dwa obiektywy.

Kolor czy czerń i biel? Co pozwala ci lepiej opowiedzieć swoją historię?

– Lubię pracę z negatywami, wywoływanie i w ogóle fizyczność wielkoformatowej fotografii. A w czasach zerojedynkowych zapisów, ta namacalność jest dla mnie dodatkową wartością. Używam czarno-białych filmów, ale od jakiegoś czasu myślę o kolorze.


2022 r., fotografia z cyklu „Credo”, © Jacenty Dędek

Twoje miejsce pracy. Biurko, ciemnia, pracownia, a może to po prostu „stan umysłu”? Opisz swoją przestrzeń.

– Mieszkam w stutrzydziestoletnim domu, mam w nim i pracownię, i przestrzeń prywatną, splatają się nierozerwalnie. Nie jestem mistrzem porządku i organizacji. Duży stół, komputer, skaner, drukarka, negatywy, produkty do zdjęć, książki, albumy, folie, taśmy, skrzynki z narzędziami, wiertarka, szlifierka kątowa, krążki drutu, rękawiczki (wiele par, różnych), kartonowe pudła, statywy, stojaki, lampy, wieszaki do rozmaitych elementów, rola folii bąbelkowej, dziesiątki zdjęć w ramach. Czy taki opis wystarczy?

Wyzwania. Co jest dla Ciebie najtrudniejszym etapem pracy z obrazem i z jakimi trudnościami w swojej praktyce fotograficznej mierzysz się najczęściej?

– Niełatwo jest powiedzieć stop w realizacji jakiegoś tematu, cyklu. Trudnym, może najtrudniejszym etapem jest wybór zdjęć, edycja. Dlatego czekam z wywoływaniem negatywów tak długo, jak się da, nieraz jest to rok, czasem dwa. Znikają oczekiwania związane z konkretną chwilą, czy miejscem, pojawia się zaskoczenie. I uczucie niepewności, kiedy otwieram koreks. W wybieraniu zdjęć pomaga mi Kasia, moja żona, jest mądra i okrutnie szczera, zwykle te wybory trwają „trochę”, ostatecznie zostają tylko zdjęcia obopólnie zaakceptowane.

Zarabianie na obrazie. Czy twoja praktyka fotograficzna jest samowystarczalna? Jesteś fotografem zawodowym, czy tworzysz „po godzinach”, traktując to jako przestrzeń wolną od komercyjnych nacisków?

– Przez prawie dwadzieścia lat pracowałem jako fotograf prasowy, fotoreporter, a od kilkunastu zajmuję się fotografią użytkową. Dokumentowi poświęcam swój prywatny czas i środki. Cieszę się, jeśli uda mi się zdobyć stypendium, to dla mnie wielkie wsparcie w tym dokumentalnym działaniu. 

Blisko czy daleko? Wolisz eksplorować najbliższe otoczenie czy potrzebujesz dalekich wyjazdów?

– Wiem, że ludzi fascynuje egzotyka, a ja opowiadam o swoim zwykłym świecie, mówiłem o tym wielokrotnie, że trudno mierzyć się z tym, co jest takie znajome i bliskie. Kiedy wyjeżdża się gdzieś, wystarczy być otwartym na to, co przynosi rzeczywistość. Bez oczekiwań, wyobrażeń, po prostu być ciekawym i mieć szczęście, by trafić na bohatera, który zechce opowiedzieć o sobie.
Można by powiedzieć, że tego samego potrzeba, gdy poruszasz się po najbliższych ci terenach, ale nie jest to tak proste, bo prawie wszystko, czego dotykasz, niesie jakieś osobiste emocje. Jednak niezależnie od powyższego, lubię te „moje” światy i one są głównymi tematami w pracy dokumentalnej.


2022 r., fotografia z cyklu „Credo”, © Jacenty Dędek

III. DOROBEK I MARZENIA

Twoje ikoniczne ujęcie. Z czego chciałbyś zostać zapamiętany? Czy masz cykl, który uważasz za swój absolutny manifest?
– Moim najbardziej osobistym cyklem zdjęć jest „Credo”, zajmuję się nim od połowy 2017. To opowieść o najbliższym mi świecie i ludziach, o tożsamości indywidualnej oraz zbiorowej, o przestrzeni, relacjach z nią, o pamięci i obszarach niepamięci. To historia wyrosła z autobiografii, ale opowiadająca przede wszystkim o ludziach – o człowieku i jego miejscu. Myślę, że mimo lokalnego osadzenia, można w niej znaleźć pierwiastki uniwersalne, bardzo chciałbym, by była tak odbierana.

Największa porażka, która okazała się lekcją. Czy było takie wydarzenie, które finalnie pchnęło cię do przodu? A może to nie była porażka? 

– Kilkanaście lat temu, kiedy kryzys ekonomiczny odczuwaliśmy dość mocno również u nas, przestałem pracować dla prasy. Trochę na własne życzenie, bo odmówiłem kilku zleceń, w każdym razie coś się skończyło. Byłem bez pracy, bez pieniędzy, ale paradoksalnie pomyślałem (może byłem szalony), że to czas, żeby zrobić coś swojego, osobistego. To było około 2009, kilka lat po naszym wstąpieniu do Unii Europejskiej, kiedy Polska zmieniała się dzięki funduszom europejskim. Widzieliśmy te procesy i postanowiliśmy z Kasią, przyjrzeć się zmianom i zarejestrować ten stan pomiędzy czasem minionym a współczesnością. W niedużych miastach, w  małych miejscowościach było to jeszcze widoczne. Wtedy wymyśliliśmy „Portret prowincji”, jego zarys, sposób realizacji. Szczęśliwie dostałem półroczne stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego i zaczęliśmy pracę. Przez kolejne sześć lat robiliśmy to już za własne środki, choć było nam niesłychanie ciężko. Bardzo trudny czas. Dziś chyba nie zdobyłbym się na taką determinację. To sukces, czy porażka? Nie umiem odpowiedzieć na takie pytanie.

Wymarzony projekt. Co by to było, gdyby nic cię nie ograniczało?

– W Polsce jest wiele ważkich tematów. Poza „Credo” zajmuję się jeszcze dwoma, w tym jeden większy od wszystkiego, co do tej pory zrobiłem, ale jak się dalej potoczy życie, nie wiem. 


Pani Irena i pan Zygmunt, 2022 r., fotografia z cyklu „Credo”, © Jacenty Dędek

Forma prezentacji / medium wyrazu. Jaką formę spotkania widza z twoją fotografią cenisz najbardziej (wystawa, album, publikacja w sieci czy w prasie)?

– Najlepszą i najważniejszą formą prezentacji jest dla mnie książka, bezapelacyjnie. Tylko wymaga wielkich środków, więc niełatwo zamknąć dużą wypowiedź autorską w ten sposób. Cenię takie publikacje jako spotkanie z autorem i tym, co chce mi powiedzieć.

Nad czym pracujesz obecnie?

– W miarę możliwości staram się robić to, co dla mnie ważne. Nie chcę mówić o tematach, bo kultura jest dziś w dużej części polem działalności zbieracko-łowieckiej. Podkradanie tematu, idei, nawet formalnych sposobów radzenia sobie z materią, także fotograficzną zdarza się często. Nie uczymy mówienia o inspiracjach, ani szacunku dla tych, co przed nami i obok nas. To zła strona „kultury” i sztuki.

IV. INSPIRACJE I MISTRZOWIE

Twoi mistrzowie. Wymień trzy postacie (fotografów lub artystów), którzy ukształtowali Twoje spojrzenie.

– Wymienić trzech? To niemożliwe. Spróbujmy – brytyjski fotograf Chris Killip, Richard Avedon oraz fotografowie FSA (Farm Security Administration) działający USA w czasach Wielkiego Kryzysu, tu nie da się wymienić jednego nazwiska – Walker Evans, Dorothea Lange, Russell Lee i inni. Nie mogę zapomnieć o dziełach Augusta Sandera, Jacoba Riisa, Zofii Rydet. Jest wiele wspaniałej fotografii, a jeszcze więcej malarstwa. 

Biblioteczka. Gdybyś mógł zostawić na półce tylko 3 albumy fotograficzne, co by to było?

– Byłby to wspomniany Avedon i „In the American West”, „Isle of Man”  Chrisa Killipa i na przykład „Periodical Photographs” Dana Wintersa, jako lżejsza kategoria (świetne portrety, ale nie tylko portrety).

Polecenia. Jakie czasopisma, strony www lub konta na Instagramie regularnie cię zachwycają, polecasz innym lub do nich po prostu wracasz?

– Na pewno polecam branżowy portal Fotopolis.pl, tam jest wszystko – fotografia, wydarzenia, inspiracje, technikalia. Na Instagram wchodzę na krótkie chwile, ciężko znoszę ten zalew sztucznych wytworów i grzebanie się w nich, trafiają się perełki, ale rzadko. Zaglądam na strony poświęcone sztuce, literaturze, ale i tu jest dużo zawodów, bo mam wrażenie, że kultura (w tym wizualna) oderwała się od rzeczywistości i dziś królują tematy modne, poprawne, rozrywkowe, jakby wyobrażone z poziomu redakcji, a nie z życia, rzadko zdarzają się autentyczne, ale też oryginalne (autorskie) wypowiedzi.


Remigiusz, Wiktoria i Maja, 2022 r., fotografia z cyklu „Credo”, © Jacenty Dędek

Inspiracje pozafotograficzne. Jaka książka, film, płyta lub codzienne zjawisko karmią twoją wyobraźnię? Może nie muszą jej karmić?

– Lubię książki reporterskie, chociaż dziś dużo mniej czytam, niż kiedyś. Oglądam filmy, lubię kino niszowe, bardzo chętnie i stosunkowo często oglądam obrazy z Azji, z obrzeży Europy, z Ameryki. Tytuły, tak z brzegu, to na przykład „Wrogowie” (reż. Scott Cooper) z 2017, „Jeździec” (reż. Chloe Zhao) też z 2017, może być „Po miłości” (reż. Aleem Khan) z 2020. Ich wizualność też jest ważna, świetny pod tym względem jest „Black 47” (reż. Lance Daly) z 2018 czy „Zjawa” Iñárritu. Jest bardzo wiele takich filmów. Lubię ten stan zawieszenia, który czasem wywołuje muzyka, literatura, ciut rzadziej kino, ale to się zdarza. Może to kwestia wieku – coraz bardziej wzruszają mnie dobro i życzliwość, w dramatach życiowych i filmowych szukam takich ludzkich chwil, zrozumienia, refleksji.

Spotkanie ponad czasem. Z jakim fotografem (żywym lub nie) chciałbyś wspólnie popracować nad projektem? I nad czym?
– Nie mam takiego marzenia, choć lubię pracę z drugim człowiekiem, z kimś od tekstu, najchętniej z moją żoną, Kasią. Jest wrażliwa i uważna, praca z nią jest dla mnie czymś nadzwyczajnym.


2022 r., fotografia z cyklu „Credo”, © Jacenty Dędek

Kolacja o estetyce. Kogo ze świata sztuki zaprosiłbyś do stołu?

– Obawiam się, że zaproponowałbym jakieś proste jedzenie, może chleb z masłem i cebulą, lepiej z czosnkiem, żółtym serem albo pomidorem. Czy to kolacja marzeń? I dla kogo? Nie wiem. 

Salon marzeń. Gdybyś mógł kupić dowolne zdjęcie innego artysty i powiesić je u siebie w domu – co by to było i dlaczego?
– No dobrze, bardzo lubię portrety, lubię się przyglądać ludziom, studiować twarze, więc mógłbym obwiesić salon i inne pomieszczenia takimi zdjęciami, fascynujące są wizerunki z zakładów rzemieślniczych z przełomu XIX i XX w., albo późniejsze. Ale tak w ogóle, lubię też przestrzenie i martwe natury. Mogłyby być też zdjęcia kolegów: Krzyśka Gołucha, Tomka Liboski, Arka Goli.

Portret cudzymi rękami. Jaki inny artysta powinien zrobić projekt o tobie? Twój portret? 

– Projekt o mnie? W życiu! Nie znoszę, kiedy ktoś robi mi zdjęcie, to jest bardzo trudne, naprawdę.

Zdjecie z cyklu „Credo”. Autor: Jacenty Dedek www.jacentydedek.pl

Wystawa „Credo” i finał w druku

Rozmowa, którą właśnie Państwo przeczytali, to tylko wstęp do głębszego doświadczania twórczości Jacentego Dędka. Jako „Kwartalnik Fotografia” mamy ogromną przyjemność sprawować patronat nad nadchodzącą wystawą „Credo”.

Serdecznie zapraszamy na jej otwarcie:

  • Kiedy: 18.04. – 10.06.2026 r.
  • Gdzie: Pawilon Wystawowy Muzeum Częstochowskiego w Parku Staszica (wystawa powstaje we współpracy Muzeum Częstochowskiego z Miejską Galerią Sztuki w Częstochowie).

Dla tych z Państwa, którzy chcą mieć tę historię w wersji papierowej, przygotowaliśmy 51. numer „Kwartalnika Fotografia”. Znajdziecie w nim esencję kwestionariusza oraz dwa dodatkowe, niepublikowane tutaj zdjęcia, które wybraliśmy specjalnie do druku. To one stanowią wizualną kropkę nad „i” całego cyklu.

Papierowe wydanie to nie tylko inna jakość odbioru, ale też realne wsparcie dla naszego magazynu, dzięki któremu możemy tworzyć kolejne tak obszerne materiały o polskiej fotografii.

[ZAMÓW 51. NUMER W NASZYM SKLEPIE] https://kwartalnikfotografia.pl/product/kf51/

This Pop-up Is Included in the Theme
Best Choice for Creatives
Purchase Now